Single Blog Title

This is a single blog caption
09 Marzec 2016

Bieganie trudna rzecz

Poprzedniego sezonu nie liczę. Najpierw bezsensowne, pochłaniające zdecydowanie za dużo energii i czasu, motanie się pomiędzy ultra a triathlonem, a potem wyniknięta z tego jeszcze bardziej beznadziejna przerwa. Długa przerwa. Przerwa przerw rzekłby poeta, na szczęście chyba dobiegająca już końca. (Pssst, nie przeszkadzać w tym!) A więc nie licząc poprzedniego sezonu, to ja raczej biegaczką do tej pory byłam niż triathlonistką. Oczywiście coś tam pływałam, coś na bajku kręciłam, kilka imprez triathlonowych zaliczyłam i książek o tri przeczytałam. Oraz – rzecz jasna – pozę na triathlonistkę dumnie przybierałam, patrzcie no i podziwiajcie, jestę triathlonę!

Jednak to zawsze bieganie było moją najmocniejszą stroną, to najbardziej lubiłam i rozumiałam, tu czułam się najpewniej. W końcu Run Bo! nie? Pod bieganie ustawione miałam treningi, a rower i basen tak ciut na siłę trochę… Generalnie, dość prowizorycznie i spontanicznie podchodziłam do aktywności swim-bike. Dziś widzę, że to niezbyt mądre było – trzeba było głupia gąsko (mryg!) cisnąć to, w czym jesteś najsłabsza! – wtedy jednak bardzo mi to pasowało, miałam wielką frajdę, a gdy dodatkowo kilka razy jakiś fajny czas udało się wykręcić czy na pudło wskoczyć – to już prawdziwa pełnia szczęścia i po co zmieniać coś, co działa tak skutecznie.

IMG_3256m

Taka łatwa trudna rzecz… Fot. Aga (Fuertevertura)

Teraz jednak postanowiłam zostać prawdziwą triathlonistką. Zrezygnowałam z ultra, korzystając z przerwy w bieganiu za pływanie się wzięłam, nowy rower nowe rowery kupiłam totalnie rozkochując się w kolarstwie, ambitne plany triathlonowe mam. I tak jak kiedyś byłam miszczynią biegania, tak teraz całkowicie nie wiem jak to bieganie ugryźć. Jaknoga sprawy nie ułatwia, czasem się buntuje, choć jest już naprawdę dobrze. Jak biegać trenerze chciałoby się zapytać, gdy człowiek triathlonistą, a nie tylko biegaczem jest, jak? No niestety pytanie leci w kosmos, bo trenera nie ma i raczej go nie będzie.

BTW wszyscy dookoła trenują pod czyimś okiem, mają piękne plany i rozpiski, porady na mailu i telefon do przyjaciela w razie potrzeby. Czasem zazdroszczę – wygody, braku odpowiedzialności i potrzeby kombinowania oraz podejmowania decyzji. Tej bezrefleksyjności w odhaczaniu kolejnych jednostek treningowych, wystarczy „tylko” zebrać się na trening i zrobić go wg podanej instrukcji. A czasem też nie zazdroszczę. Bo dzięki temu, że trenuję sama nabieram takiej samoświadomości. Uczę się siebie, poznaję. Oczywiście błądzę też, czasem za bardzo. Ale słucham środka, a nie czytam z kartki. I przede wszystkim nie jestem więźniem. To też taki dodatkowy challenge, że muszę sobie z tym wszystkim radzić sama. A dzieci lubią wyzwania, nie? Poza tym jednak wierzę, że jest we mnie sporo, jakby to powiedzieć „pokładów”, które sama potrafię jeszcze odkryć, wskrzesić i wykorzystać. Jak się złoża wyczerpią lub niedajborze nastąpi jakieś tąpnięcie – wtedy będę się martwić i być może skorzystam z pomocy trenera. Tak sobie myślę.

A wracając do tego biegania. No ciężko jest. Po pierwsze, że zaczynam od zera, jak ognia boję się mocniejszych treningów i 15 km ciurkiem bywa teraz sporym wyzwaniem. Chcę wierzyć, że jest trudno z powodu 10 miesięcznej przerwy i czasem pojękującej szeptem jaknogi, ale nie da się ukryć, że to pewnie też po prostu starość…:) I że będzie już raczej tylko gorzej. Ale mam też inny problem z tym bieganiem, bo nie za bardzo wiem, jak powinnam GO robić będąc triathlonistką. Na dodatek triathlonistką z jaknogą. Która największą część czasu poświęconego na trening spędzać chce na rowerze (marzy mi się pokonać w tym roku w tym roku 10 tys. km) (myślicie, że się uda?) (już 2 tysie na budziku).

IMG_0118

Messi. A dokładniej Massi, włoska manufaktura Prestigio Desing, full carbon i ultegra (korba 105).

Nie ma trenera, na szczęście jest Mentor! mKon zwany też sMentorem, który wśród dziesięciu innych zawodników, wybrał mnie do swojego coachingowego projektu w 2016 r. Zawsze mam problem z wytłumaczeniem ludziom, czym jest ten nasz mentoring i jaką rolę odgrywa w nim Marcin. To bardziej taki psycholog niż trener, starszy brat nie bliźniak, mistrz nie nauczyciel oraz przewodnik nie przywódca. Oprócz tego, rzecz jasna, że jest wybitnym sportowcem oraz niewytłumaczalnym tytanem pracy. Nie mówi dosłownie co masz robić (choć zdarzają się też takie rady), ale sprawia, że człowiek sam znajdzie odpowiedź lub przynajmniej uda się w jej okolice. I jeszcze przy okazji na jakiś cel charytatywny wpłaci ;)

Bieganie trudna rzecz. Coś mi się już jednak w tej główce poukładało (dziękuję mKon!), zarys koncepcji mam, jaknoga będzie mi wdzięczna, a ja przede wszystkim cieszę się, że biegam. Naprawdę, jest zajebiście! Niektórych niestety pewnie rozczaruję – żadnego wtrupa ani kiosków w pył w tym sezonie nie będzie… :( Za to innych atrakcji całe mnóstwo! Trust me.

3 Responses

  1. Julia Aniella

    Super! Ja to w ogóle wypadłam z obrotów tej rywalizacji i chociaż kilka startów planuję, to sobie biegam dla samego biegania. :) Ot, radość, relaks, przygoda. :) Trzymaj kciuki, bo za miesiąc czeka mnie maraton. A ja trzymam za najlepsze dogadanie się z jaknogą. :)

  2. Pingback : Run! Bo! » 10 Poznań Półmaraton. Pstryczek w drewniany nos

Zostaw komentarz