Single Blog Title

This is a single blog caption
05 Listopad 2015

Zmęczeniowe złamanie piszczeli – moja droga z

Dla 99,9% z Was wpis ten nie będzie specjalnie interesujący. Choć będzie miło, jeśli doczytacie do końca. Ale czasem warto przemówić też do tego jednego promila, prawda? Zwłaszcza, że on pewnie taki biedny jest, zagubiony, nie wie co robić, popada w stany depresyjne i generalnie żadnej już przyszłości (nie tylko biegowej) przed sobą nie widzi. Wiem co mówię. Otóż Drogi Jedny Promilu! Uszy do góry. To może się udać! Można się wyleczyć ze zmęczeniowego złamania piszczeli i nadal biegać, a przykład Takiej Jednej (tak, TA Kasia też to miała!) udowadnia, że naprawdę można wyjść z tego zwycięsko. Ja przynajmniej w to wierzę.

IMG_6290bbb

Długa droga przede mną…

Śmiać mi się dziś z siebie chce, jak wspomnę tę wiarę i naiwność, że po dwóch miesiącach od złamania to ja już hasać na biegowych ścieżkach będę. Haha. Hasać! Oj głupiutka czasem ta Bo, głupiutka. No niestety, trwa to znacznie dłużej. I ciężej. Kto nie zna całej historii, odeślę go tututu. A moją drogę (podkreślam, moją i nie jest to żadna uniwersalna recepta) i wychodzenie z tego gówna podzielę na trzy etapy, podczas których szastały mną liczne i skrajne emocje. I opiszę w skrócie co i jak było. Ku pamięci, przestrodze i przyszłej chwale.

Etap 1. Zrastanie
(wkurw, niedowierzanie, pogodzenie się z losem, wyczekiwanie)

1. Czas – najlepsze lekarstwo. Książki i internety mówią, że zrośnięcie kości trwa od 8 do 12 tygodni. Ja miałam zakaz biegania na 3 miesiące. Na początku wyrok ten wydawał mi się koszmarem jakimś (tyle marzeń, tyle startów, tyle planów przekreślonych przez jedną, głupią, złamaną kość). Z perspektywy – nomen omen – czasu widzę, że lepiej się nie spieszyć z obwieszczeniem wyzdrowienia. Że lepiej zacisnąć jeszcze zęby na kolejny tydzień czy dwa i mieć stuprocentową pewność, że kość się zrosła (rentgen tego nie wykaże) i że można coś dalej działać w temacie. Naprawdę, ten tydzień niczego nie zmieni! A pomóc może bardzo.

2. Dieta – najlepszy suplement. Podczas tych trzech miesięcy trzeba szczególnie dbać o dietę i jej składniki. Dostarczać temu organizmu przede wszystkim: wapń (mleko i jego przetwory), witaminę D (słońce, suplementy, ryby, jajka) i białko. Ciężko, ale trzeba też przyjąć do wiadomości, a raczej w biodra kilka dodatkowych kilogramów. Żadnego liczenia kalorii (bo przecież się nie ruszam), żadnego odchudzania i kombinowania. Dieta ma być bogata, zróżnicowana, ma być klejem do spojenia tej biednej kości. A słodycze? Cóż, skoro nie można mieć biegania, to cokolwiek od życia trzeba przecież mieć!

3. Odpoczynek – najlepsza aktywność. Koniecznie trzeba odciążyć złamaną nogę. Jest to o tyle trudne, że uraz ten rzadko wkładają w gips, częściej zalecają noszenie ortezy i chodzenie o kulach. Ja przez pierwsze 3-4 tygodnie starałam się jak najwięcej leżeć, a przemieszczałam się jedynie wtedy, gdy naprawdę musiałam. Lekarz (dobry lekarz) zezwolił na jazdę na rowerze (jeździłam delikatnie, na miękkim przełożeniu, po płaskim i dopiero po ok. miesiącu od diagnozy) oraz pływanie (pływałam w zasadzie tylko na rękach, z ósemką między nogami, bez odbijania się od ściany). Nie oszukujmy się, takie aktywności raczej nie poprawią naszej formy sportowej, ba nawet jej nie utrzymają, ale na głowę działają bardzo zbawiennie. Bardzo.

4. Fizjoterapia – może pomóc, na pewno nie zaszkodzi. Część osób (również ekspertów) była zdziwiona, że lekarz zalecił mi zabiegi fizjoterapii: magnetronik, laser i masaż wirowy, 2 tury w odstępie 3-tygodniowym. Nie wiem jaki wpływ miały te zabiegi na proces zrastania, ale wirówka na pewno była przyjemna :) Poza tym, te spojrzenia stażystów, gdy mówiłam, że złamałam przeciążeniowo nogę bo przebiegłam Rzeźnika…

IMG_5941

Pod górkę…

Aha. I na tym etapie warto trafić do dobrego lekarza. Takiego, który nie stwierdzi raka kości (to jedna z najczęściej podawanych diagnoz przy zmęczeniowym złamaniu kości), a potem nie powie, aby skończyć z bieganiem (bo „bieganie maratonów przecież nie jest zdrowe”) i przerzucić się na szachy. Lekarz, który rozumie sportowców i który wie, że podstawowym celem jest nie tylko powrót do zdrowia, ale również do biegania i aktywności sportowej.

Etap 2. Rehabilitacja
(ekscytacja, rozczarowanie, cierpliwość, systematyczność, wiara)

Gdzieś tam w głowie siedzi mi powiedzenie, że generalnie w sporcie to lepiej sobie coś złamać niż skręcić lub naderwać. Bo złamanie się zrośnie i kropka, a te pozostałe urazy lubią się odnawiać i potem cały czas komplikują człowiekowi życie. Otóż, błąd. Zmęczeniowe złamanie się ot tak nie zrasta! Eureka. I chcąc wrócić do pełni sił, trzeba sięgnąć do źródeł i przyczyn tego urazu. Wyeliminować błędy w technice biegu, wzmocnić mięśnie, dobrać buty itd. Wcześniej wydawało mi się, że ten pierwszy etap (zrastanie) jest najważniejszy i najtrudniejszy w całym procesie powrotu do zdrowia. Dziś wiem, że ten drugi jest również szalenie ważny.

1. Ćwiczenia. Ćwiczenia. Ćwiczenia. Jako, że w moim przypadku okazało się, że to już drugie złamanie tej samej nogi (o pierwszym nie wiedziałam, taka sytuacja), logicznym wydało się przypuszczenie, że coś nie halo musi być z tym moim narządem ruchu biegowego. Proste testy u fizjoterapeuty wykazały, że sporo mam do poprawienia w tym fragmencie gry. Wzmocnienie mięśni okołopiszczelowych (zarówno w jednej jak i drugiej nodze) oraz (a to ci ciekawostka) również mięśni pośladków. Ćwiczenia powinien indywidualnie dobrać fizjoterapeuta, w moim przypadku było to m. in. stanie na jednej nodze na berecie, gibanie się na nim, stanie z zamkniętymi oczami, wypady na berecie, przysiady na jednej nodze i normalne. Kilka setów kilka razy dziennie (nawet w kolejce lub na światłach). Do tego dodałam część z ćwiczeń znalezionych o tu oraz inne jakie znałam na pośladki. I te ćwiczenia, i systematyczność, i nawet kiedy się nie chce, to szalenie ważna rzecz!

2. Bieganie. Stopniowo, delikatnie, ostrożnie. Na początku popełniłam błąd i zaczęłam zbyt szybko i za dużo. O-oł, falstart, ból i małe załamanie nerwowe… ;) Za drugiem razem byłam już mądrzejsza i rozpoczęłam swój wielki powrót od 5 km wolnego człapania (a nawet marszobiegów) co 2-3 dni, zwiększając kilometraż o ok. 1-2 km co tydzień. Nie więcej, nie szybciej, nie częściej. Często też na miękkim podłożu. Zdarzało się, że bolała mnie ta noga… Zamiast jednak popadać wtedy w panikę i rozpacz (sprawdzone!), warto dokładnie zbadać kiedy i gdzie pojawia się ból oraz jaki on jest. Raz wszczęłam raban, a były to zakwasy, innym razem okazało się, że pomogło lepsze rozgrzanie i rozciągnięcie. Trzeba wiedzieć, że po zrośnięciu kości pojawia się na niej małe zgrubienie i „wnętrze nogi” (medykom pewnie włosy stanęły teraz dęba) musi niejako dostosować się do nowej sytuacji, przyzwyczaić. Czułam (i bywa, że nadal czuję, ale już coraz rzadziej) pewien dyskomfort w okolicach piszczeli, za radą fizjoterapeuty dokładnie go jednak monitoruję i pilnuję, by się nie powiększał. W przypadku pojawienia się bólu po biegu – mrożę. Mrożenie dobre na wszystko ;)

IMG_5957

I cały czas pod górkę…

3. Rozciąganie. Rolowanie łydek po bieganiu.

4. Kompresja. Doradził mi mój fizjo i zauważyłam, że faktycznie opisany wyżej dyskomfort w okolicach piszczeli w zasadzie całkiem znika, gdy biegam w kompresji.

5. Odpowiedni dobór butów. Tak jak kiedyś nabierałam się na te pronacje i supinacje, a potem z kolei wydawało mi się, że to bajka i jeden wielki marketingowy bełkot producentów obuwia biegowego, tak teraz jednak znowu wiem, że dobór butów jest arcyważny. I przy tego typu urazach, przy skłonności do shin splints warto dobierać buty z dość wysokim dropem (10 mm jest ok). Nie wiem dokładnie dlaczego, ale tak zaleciła Aga Kruszewska-Senk (moje treningowo- biegowe guru) i tego się trzymam. Mój lekarz zasugerował wprawdzie wyrobienie specjalistycznych wkładek, zgłębiłam temat za i przeciw, na razie jednak tego nie robię wierząc, że ćwiczenia oraz dobre buty rozwiążą sprawę. Takie wkładki na pewno wykonać musi dobry specjalista.

6. Głowa. Trzeba przestać się bać biegać oraz myśleć tylko i wyłącznie o nodze. Trochę zluzować z przewrażliwieniem i słuchaniem totalnym swojego ciała. Ono jest sprytne… I nie zawsze mówi to, co tak naprawdę mówi (dokładnie jak kobieta).

IMG_6307ccc

Na szczęście też do przodu!

I chyba nie muszę mówić, że na tym etapie, dobry, zaangażowany, rozumiejący fizyczną i psychiczną istotę urazu oraz specyfikę biegania fizjoterapeuta jest na wagę złota.

Etap 3. Powrót
(wiara, strach, zawziętość, upór, konsekwencja)

Ten etap jeszcze przede mną, ale jestem już (ha!) na jego początku. Obecnie mój tygodniowy kilometraż waha się w granicach 30-40 km. Zbieram głowę, by spróbować pobiec coś szybciej (jak na mnie). I dłużej. Cały czas realizuję również punkty z etapu drugiego (najgorzej idzie chyba z ostatnim), dużo pływam (również ćwiczeń na nogi), coś tam kręcę. Nie mam ciśnienia, cała zima przede mną na mądry i rozważny powrót do biegania. Wstyd się przyznać, ale ta kontuzja naprawdę nauczyła mnie pokory i cierpliwości…

Wierzę, że się wygrzebię. Walczę. I ten wpis wcale nie jest tylko dla tego Jednego Promila. Jest przede wszystkim dla mnie. O kurde! Bo właśnie się zorientowałam, że mam za sobą już 2/3 drogi! Teraz to więc naprawdę z górki… ;)

IMG_5860aaa

Aż wreszcie chyba z górki…

28 Responses

  1. Ja na szczęście nie w tym promilu, ale to cholerstwo to mój największy strach, odkąd się dowiedziałam o jego istnieniu. Drobna kontuzja powoduje u mnie panikę, że już nie minie i w ogóle to umrę, co dopiero złamanie… Trzymam kciuki za powrót!

  2. Andrzej ksero

    Prawda jest taka, że niejeden przy takiej dolegliwości rzuciłby butami, zawiesił je na kołku i powiedział: kończę z bieganiem. Ale nie Ty, Ty się nie poddałaś bo to lubisz, bo to uwielbiasz, bo to kochasz. Tacy powinniśmy być wszyscy. Robimy coś, bo chcemy a nie musimy. Podziwiam Twój upór w dążeniu do celu i trzymam kciuki, bo nikt tak bardzo nie rozumie biegacza z kontuzją jak drugi biegacz.

  3. Mirek

    Świetny wpis, przeczytane do końca!:) Mam nadzieję, że nigdy mnie złamanie piszczelowe nie spotka, ale na wszelki wypadek dostosuję się do kilku rad ;)

  4. Julia

    Kurde, ja mam mocne kości, ale tfu, tfu, każdemu się może zdarzyć. Przygotuję się do tego pierwszego maratonu dobrze. No i rolkę trzeba w końcu wyczaić w tk maxx. :D Zdrówka, wiary i konsekwencji! :)
    PS Zapisałam się na TO tajemnicze! Już zapłacone, zaklepane, nie może się nie udać. Teraz sprzęt kupować (widziałam na fejsie jaranko sprzętem u Ciebie – gratulacje i powodzenia na nowym śmigaczu). Ja swój nabędę chyba pod koniec stycznia. :)

  5. Ava

    Dobre wieści – super że już wracasz. Już może brzmi śmiesznie w kontekście takiej przerwy ale jak sama mówisz nabiera się dystansu. Myśle że cwiczenia wzmacniające na pewno pomagają trzymać kości i stawy „pancerzem mięśniowym: – sama też w obliczu różnych pieprzonych mini-kontuzyjek które mnie trapią nie poddaję się i wzmacniam to i owo żeby działało. Generalnie BO is BACK! Witaj!

  6. Krzychu

    Trzymaj się BO!!! Uda Ci się wrócić bo musi! I mnie też – padło ścięgno achillesa na koniec sezonu – wierzę że też dam radę. W każdym razie dzięki za świetne wpisy, które dają wiarę i nakręcają do działania. I do zobaczenia na jakimś Rzeźniku czy w innej Krynicy…

  7. anzelm

    złamanie zmęczeniowe uda , stało się w listopadzie, w grudniu poskrecali tytanem, jest poczatek lutego zaczynam rehabilitacje,świat sie zawalił ale to już pszeszło ,czuje że już mogę chodzić bez kul ,ale dam se spoko narazie , mam 63 l , lubie biegac no ijeżdże na rolkach , chce do tego wrócic myśle że dam rade… pozdrawiam…

  8. Ania

    Jestem w trakcie leczenia zmeczeniowego zlamania piszczeli..u mnie doszło do zlamania na poczatku grudnia, tyle, ze na początku zlekcewazylam to, nie bralam pod uwage zlamania…gdy zrobiono mi tomograf okazalo sie, ze kosc jest juz w fazie zrostu, ortopeda zalecil mi odciazenie nogi ma cztery tygodnie i po tym czasie przyjsc na wizyte kontrolną..tyle, ze odczuwam jeszcze lekki bol w miejscu zlamania, po wysilku, wiec uznalam, ze pewnie jeszcze nie jest wszystko w porządku. A Ty piszesz, ze po powrocie do treningów odczuwalas ból. Czy to byl w miejscu zlamania? Myslisz, ze moge juz wybrać sie na wizytę kontrolna? Pozdrawiam

    1. Bo

      Ania, od złamania minęły 4 miesiące, więc teoretycznie powinno być ok. Na wizycie kontrolnej lekarz z pewnością będzie chciał obejrzeć nowe zdjęcie, by stwierdzić ostateczne zakończenie leczenia. Pamiętaj jednak, że dla Ciebie nie zawsze będzie to oznaczało koniec problemów. Z pewnością potrzebować będziesz ćwiczeń wzmacniających mięśnie, które doprowadziły do złamania. Być może potrzebna będzie terapia manualna lub może coś innego? Na pewno idź do lekarza przed powrotem do treningów. A ból u mnie pojawia się czasem i teraz (10 miesięcy od złamania!), ale wiem, że nie jest on oznaką złamania tylko jakiś przeciążeń mięśni (?) I zawsze jest teraz dla mnie sygnałem do zluzowania, regeneracji i kilku dni przerwy od biegania. Trzymam kciuki!

      1. Ania

        Oczywiście, dopóki lekarz nie da mi zielonego światła, nie ma mowy o powrocie na trasę. 9 maja mam wizytę kontrolną. Oby było wszystko dobrze! :) Bardzo dziekuję za odpowiedź i serdecznie pozdrawiam :)

    2. Dorota

      Czy ja też to mam??
      Bolało mnie BAR DZO pod piszczelem od wewnętrznej strony, po intensywnym półmaratonie. Postanowiłam odpocząć, więcej ćwiczyć, rozciągać i rolować. Nawet jogę zaczęłam praktykować,. minął miesiąc , wydawało się, że wszystko jest ok. Wczoraj poszłam na próbę pobiegać, ale nie dałam rady. Bardzo nie boli,ale jednak boli. Obawiam się, że bez lekarza się nie obejdzie .
      pozdrawiam
      dorota

  9. Małgosia

    Cześć wszystkim. Szukając informacji o złamaniu zmęczeniowym trafiłam tutaj. Otóż u mnie wyglądało to podobnie. Pewnego ranka (dokładnie 4 grudnia 2015) wróciłam z biegania i już w połowie dnie spuchł mi staw skokowy a pod wieczór ruch stawem był praktycznie niemożliwy.
    Oczywiście izba przyjęć bo to piątek wieczór. Tam RTG. Diagnoza lekarza – noga nie jest złamana, do domu, smarować ketonalem maścią i do lekarza pierwszego kontaktu. Po weekendzie już nie chodziłam więc poszłam prywatnie na usg. Lekarz stwierdził ze trzeba unieruchomić i że mam zapalenie stawu. W takim stanie trwałam przez 3 tygodnie a pózniej z pomocą ćwiczeń rozciągających i wzmacniających po 1,5 miesiąca wróciłam do „żywych”. Moje szczęście trwało zaledwie 3 tygodnie kiedy historia znowu się powtórzyła. Wówczas mój fizjo polecił mi dobrego ortopedę. Ten bez badań postawił diagnozę „złamanie zmęczeniowe kości piszczelowej”. Kazał iść na rezonans magnetyczny, który tylko to potwierdził. Okazało sie dodatkowo, że poprzednia diagnoza była nie trafiona :( Zalecenia: 6 tygodni bez obciążania nogi a następne 3 tygodnie ze stopniowymi dociążeniami. Teraz jest pierwszy tydzień kiedy jestem bez kul i trochę się martwię bo pod koniec dnia noga jeszcze trochę puchnie. Czy to normalne? Nie chciałabym panikowac ale trochę się martwię. Myślicie że na usg wyjdzie co się dzieje z moim piszczelem czy znowu musze iść na rezonans? Jest dość drogi.

  10. Mirek

    Przeczytałem z zainteresowaniem , moje złamanie zmęczeniowe spędza mi sen z oczu od 8 miesięcy . Pani Katarzyno , proszę o kontakt , chętnie dopytam o kilka kwestii. Pozdrawiam , Marstończyk .

  11. Pingback : Run! Bo! » III Głogowska Dycha. Drugi początek

  12. Marcin

    Cześć Bo :-),

    możesz powiedzieć kiedy rozpoczęłaś etap 2, czyli ćwiczenia wzmacniające nogę? Jestem w trakcie 5 tygodnia tego cholerstwa i przy większym chodzeniu noga boli także nie wyobrażam sobie,żeby obciążać tę nogę ćwiczeniami. I jeszcze jedno czy odciążałaś tę nogę przez noszenie kuli ( oczywiście nie metalowej przyczepionej do nogi :-) ), albo jakiś gips czy coś takiego?

    Pozdrawiam

    1. Bo

      Ćwiczenia dopiero po pełnym wyleczeniu (czyli teoretycznie po 3 miesiącach od diagnozy, choć u każdego może to przebiegać różnie). Miałam kule, ale stały w kącie, nie potrafiłam się tym posługiwać :) Miałam też ortezę (ale nie but, tylko takie „rusztowanie” na całą nogę zginające się w kolanie) – nosiłam tylko na początku przez 1 miesiąc (za ciężkie to było i zjeżdżało). Generalnie starałam się jak najmniej chodzić. Z dzisiejszej perspektywy widzę, że najważniejszym czynnikiem w wyjściu z tego cholerstwa jest… czas. I cierpliwość. Trzymam mocno kciuki i naprawdę nic nie staraj się przyspieszać, bo tylko popsujesz :(

      1. Marcin

        Dziękuje za odpowiedź. No właśnie tak myślałem, bo na dzisiaj nie widzę szans na jakąkolwiek aktywność. Najlepiej robi właśnie nic nie robienie :-), ale niestety trzeba łazić do roboty. Także pozostaje czekać, jeszcze może tylko 8-9 tygodni :-). Powodzenia w startach. Pozdrawiam.

  13. Tadeusz

    Kurcze trafiłem to samo :-) Ambitny cel na 10 kaemów i połówkę przerwał ból po wewnętrznej stronie piszczela. Pierwszy etap to odcięcie mocy w nodze. Tak jakby noga nie ciągła :) ciała 😁 Po biegu ból i trudności z chodzeniem. ból przy dotknięciu piszczela. Zrobiłem przerwę 3 tygodnie i pobiegłem w zawodach 😥😥😥😥Masakra to mało powiedziane. Obrzęk ból jak jasna cholera 😔😔😔 gorączka i załamka totalna. Chodziłem o kulach przez dwa tygodnie. Oczywiście nodze dałem odpoczynek ale trenowałem. Drążek, pompki, siłownia. Po trzech tygodniach przeszedłem pierwsze dwa kilometry. Ból nogi trwał .nadal a wieczorem opuchlizna. Oszczedzałem nogę ale ruszałem się jak najwięcej. Dieta bogata w witaminę D, białko, wapno (Skorupki z jaj 😁😁😁😁)Po pięciu tygodniach wdrożyłem rower, rozciąganie, przysiady bez obciążania. Dalej trochę bolało ale cierpliwie 😁😁😁 czekam nadal. Masaż miejsca złamania robiłem codziennie. Ósmy tydzień rower ćwiczenia z ciężarami przysiady, spacery. Noga boli mniej zgróbienia na kości wyczuwalne ale chodzę swobodnie. Wieczorem lekka opuchlizna. Myślę, że jeszcze trzy tygodnie i rozpocznę trening bardzo powoli 😁😁😁 rozpedzając się systematycznie. Dzięki przerwie odpocząłem, wzmocniłem ciało na wadze przybyło jedynie trzy kilo ale raczej mięśni niż tłuszczu chociaż przez pierwsze dwa tygodnie zero diety i prawie po 5500 kcal. Zatrzymałem się i zrobiło mi to dobrze 😁😁 Za mocno trenowałem i przy kilometraż u 110 na tydzień trech treningach siłowych pracy, domu, dzieciach organizm podł. Głowa była za mocna i zignorowała zmęczenie. Efekt to kontuzja .😁😁😁 Ale wrócę do mocnego biegania 😁😁 Lubię to 😁😁😁 Najgorsze były pierwsze tygodnie bez biegania 😁 Efekt odstawienia 😁😁 deprecha, złość, czarne myśli 😁 Teraz nowa Wola walki, pokora, cierpliwość

  14. Marta

    Witam, dziękuję za ten wpis…miesiąc temu tomograf wykazał zmałanie zmęczeniowe aż w dwóch miejscach piszczeli…popadłam w depresję… nie potrafie sie odnalezc w tej sytuacji…od wielu lat bieganie co drugi dzień a teraz? pustka….
    jestem narazie na etapie diety- duzy wit C oraz conajmniej 8000j.m wit D dziennie…czekam, odciążam na ile się da ale jakoś chodzić muszę no wiecie- praca itp
    jest strasznie…
    pozdrawiam

  15. Ula

    Po jakim czasie wróciła pani do biegania? Ja już 3 miesiące i tydzień nie biegam, bólu już nie ma, zostało zgrubienie. Kiedy miesiąc temu byłam zmuszona przebiec kilka metrów ból się pojawił. Jestem zalamana, jednak przy dotyku już nawet nie odczuwam bólu jak to było kilka tygodni wcześniej. Juteo zamierzam z powrotem wrócić do biegania stopniowo, mam nadzieję, że to nie będzie błąd i na kolejne 3 miesiące nie będę mogła być aktywna…

    1. Bo

      Wróciłam po niecałych trzech miesiącach. Za wcześnie. I konieczna była następna, prawie 3-miesięczna przerwa. Ale każdy przypadek jest inny, najlepiej skonsultować to z dobrym (sportowym) lekarzem, a najlepiej z trzema.

  16. Tomek

    Mija prawie rok od mojego złamania zmęczeniowego biodra. Biegam na zawodach średnio co 2 miesiące na 10 km. Raz w tygodniu trenuje do 10 km. Znacznie zmniejszyłem intensywność treningów jaką miałem przed kontuzją. Wolę być niedotrenowany. Biegam dla siebie :-) Niestety mam koksartrozę i co 3 miesiące odwiedzam ortopedę i dostaje zastrzyk synocrom forte (kwas hialuronowy) 150 zł +100 zł (wizyta). Za tydzień rezonans magnetyczny prywatnie 480 zł w celu kontrolnym. Oh drogo :-S

  17. Pingback : Run! Bo! » Czar objętości. Prysł

  18. Pingback : Złamanie zmęczeniowe piszczela cz.2 - diagnoza i leczenie – Running Girl

Zostaw komentarz