„Runner’s Word” czy „Bieganie”?

„Runners” to takie „Cosmopolitan” dla biegaczy. Jak szybko wyćwiczyć płaski brzuch, skąd czerpać motywację, dieta i życiowe porady „wujek dobra rada”. Obowiązkowo 30 prezentów dla biegacza, 15 rad na mniej kilogramów oraz jak nie dać się zimie (wiośnie, latu itp). Magia: dzięki bieganiu – nowy Ty i nowa Ja. Są przedruki zagraniczne, ale i ciekawe arty o polskim bieganiu. Sporo zdjęć. Na okładce oczywiście ładnie zbudowana biegaczka lub biegacz (choć przy tej styczniowej pani graficy mieli chyba gorszy dzień) i „jedyne” 12 zeta. Runner’s Word motywuje, zachęca do biegania, a początkujących uczy jak się do tego zabrać i nie popełniać błędów. Dlatego „Runners” to gazeta dla mnie. Wciąż.

„Bieganie” – zwłaszcza teraz po redesignie – to wyższa półka. Nie wiem czy miejscami dla mnie nie za wysoka. Mam przed sobą kolejny numer i naprawdę jest co czytać. Wywiady, reportaże, sylwetki, testy i ten nowy dział poświęcony triathlonowi (kto wie, kto wie… może ja kiedyś? w odległej przyszłości i galaktyce?…). Porady też są – w końcu to gazeta dla hobbistów i również po to się ją czyta. No i obowiązkowe lokowanie produktów i sporo reklam (ale to zrozumiałe). Czyli pozostając w metaforze prasy kobiecej – „Bieganie” to takie „Wysokie Obcasy Extra”. To zdecydowanie lektura dla osób już biegających, startujących, ciekawych i drążących temat swej pasji.
A więc to też gazeta dla mnie ;) Pokazuje mi jak wiele przede mną i co ciekawego kryje jeszcze w sobie bieganie oraz jak to znaleźć.

Internet mi nie wystarcza. Dlatego czytam i kupuję to i to.

Szkoda tylko, że biegowych horoskopów nie ma :(

O mnie

BO. Lub jak mawiają inni Bożena triathlonu. Biegam, pływam, kręcę i kocham góry. A swoje sportowe przygody opisuję tu. Zostań, poczytaj, skomentuj, przynajmniej jest śmiesznie.