Single Blog Title

This is a single blog caption
03 Luty 2017

Wielki finał Roth – 5 miesięcy wcześniej

Ciężko było się dostać do tego programu, jeszcze trudniej będzie dotrwać do Wielkiego Finału oraz odnieść w nim zwycięstwo. Na szczęście po drodze nie muszę eliminować żadnych rywali czy zdobywać głosów za pomocą sms-ów, a jedynie pokonywać przeciwności losu oraz walczyć z samą sobą. Choć ta akurat jest dosyć trudną i wymagającą przeciwniczką… Ale dam radę.

I jak w każdym reality show, mamy tu rzeczy pięknie wyreżyserowane, odpowiednio przefiltrowane i zmontowane, ale są też kadry nudne, których nie ożywi głupia mina czy motywacyjny suchar. Dzieją się też sprawy do bólu prawdziwe, pełne niekontrolowanych emocji, bólu, charczenia i smarków. Odcinki publikowane są na blogu co miesiąc, ale kulisy, często nawet ciekawsze od official story śledzić można na fb lub insta. A wiele rzeczy i tak dzieje się po cichu i bez żadnych widzów. Taki to oto jest program „Bo jedzie do Roth robić ajrona”, którego finał za 5 miesięcy. Przygotujcie popcorn i oglądajcie dalej.

img_7394

Bieganko w Bieszczadach

Styczeń był… różny. Działo się wiele, czasem aż za bardzo. A także nie działo się nic spektakularnego, ziew. Nie każdy trening był frajdą, nie zawsze potrafiłam zrealizować założenia i zmieścić się w limitach. Bywała euforia, ale czasem też najzwyczajniejsza w świecie nuda… Mimo iż pewnie ciekawiej byłoby być artystą, to jednak jestem tu po prostu zwykłym rzemieślnikiem. Który codziennie, konsekwentnie, systematycznie, nie zawsze z prędkością światła, czy polotem copywritera, ale brnie do przodu.

img_7490

Skitury, ach.

Takimi właśnie ciekawymi urozmaiceniami codziennej (oczywiście ukochanej) triathlonowej tyrki były w styczniu: NBRpĄ Camp, cudna wycieczka skiturowa po Bieszczadach czy trening z Joanną Jędrzejczyk, na który zaproszona zostałam do Warszawy przez Reebok.pl. Motywem przewodnim tego ostatniego było – znane mi dość blisko z testu FTP – hasło ESCAPE THE COMFORT ZONE rozumiane tutaj jednak dość szeroko jako wyjście poza dotychczasowe utarte schematy i sportowe przyzwyczajenia. I tak tancerze zamiast muzycznych wygibasów trenowali bieganie, miłośnicy jogi tańczyli, crosfiterzy wyciszali się na jodze, a biegacze (w tym ja) smakowali crossfitów. W życiu tylu burpeesów nie zrobiłam! O ile to coś w moim wykonaniu burpeesa choć przypominało. Fajnie przeżycie, a sama Joanna niezwykle sympatyczna i oczywiście mega inspirująca postać. I choć zakwasy trzymały mnie potem dobrych kilka dni, to super naładowałam akumulatory, sprawdziłam coś nowego, oderwałam się od tri-rutyny. Reeboku, dzięki! A Wam polecam spróbowanie czasem czegoś totalnie innego i od czapy, potrafi być naprawdę zabawnie.

img_7175

Z Mistrzynią, SIŁA!

Potem jednak rzemieślnik wsiadł do polskiego busa i powrócił do swoich ulubionych zajęć zamykających się (znowu) w schemacie: swim-bike-run.

Tonący chwyta się rurki

Niewątpliwie pływackim hitem miesiąca jest nowy sprzęt w moim pływackim wyposażeniu: rurka. Teraz to naprawdę jestem już prawdziwym triathlonistą: ósemka, płetwy, łapki, rurka – cały brzeg basenu mój! Niestety, trudno bowiem robić jakiekolwiek postępy pływackie, ćwiczyć szybkość, trenować wytrzymałość, gdy człowiek popełnia podstawowe błędy techniczne jak np. zbyt wysokie unoszenie głowy. A że szyja długa – nie bez powodu zwano mnie żyrafką – to ja tą głową prawie o sygnalizacyjne chorągiewki zahaczałam :) trzeba więc było coś z tym zrobić i trochę ją pod wodę schować. Właśnie za pomocą rurki. Początki nie były proste, chwila moment i by mnie dodatkową opłatą za zaciąganie i wynoszenie wody nosem obciążyli, ale z treningu na trening, powolutku, idzie coraz lepiej. Trochę pomaga klamra na nos, trochę cierpliwość i upór oraz ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia. Trochę też, a może i przede wszystkim, pomaga nadzieja. Ta umrze ostatnia. Noszkurwencja, musi to kiedyś zaskoczyć! Nie?

img_7372

A tu dla odmiany mistrzyni drugiego planu :)

W styczniu pływałam średnio 3 razy w tygodniu, aczkolwiek przyznam się po cichu, że zdarzały się również partyzanckie wyjścia poza planem, aby właśnie na spokojnie, bez presji, poćwiczyć sobie ową technikę i nawroty. Coś w stylu: w domu mówi, że jest w pracy, w pracy, że w domu, a ona tuptup na basen! :)

SWIM: 16h12′ i 39,70 km

Kręć i jedz

W styczniu na rowerze nie było wielu mocnych akcentów. Aż (sama w to nie wierzę) zaczęłam się o nie dopominać u Trenera, bo co to za trening rowerowy, po którym człowiek nie leży martwy przez 5 minut na parkiecie obok. Były za to dłuższe wyjeżdżenia na 70% FTP oraz mocne starty i depnięcia. To taka jednostka, która polega na ustawieniu przełożeń na bardzo twardo oraz „rozpędzeniu” roweru (albo na siedząco, albo na stojaka) tak, aby w kilkanaście sekund wygenerować jak najwyższą moc. Nie przepadam za tym treningiem, przyznam. Trudno mi się tak zebrać na 500%, brakuje sił, a po wszystkim to oprócz nóg bolą mnie również nadgarstki :) tak się spinam.

Z nowości, to w styczniu pojawił się jeszcze trening jedzenia podczas wysiłku. Który akurat w moim przypadku do najłatwiejszych nie należy… Wiem co mówię! Kto przebiegł Rzeźnika na pięciu niedojedzonych żelach? No kto? Do tej pory nawet i 3-godzinne kręcenia jechałam na samym izo, spoko wystarczało, teraz przyszedł jednak czas na zmiany. Wszak IM to nie tylko próba siły fizycznej i mentalnej, ale również trudna umiejętność jedzenia, gryzienia i przełykania, gdy człowiek totalnie nie ma na to chęci, ani nastroju. Teraz na każdą dłuższą jazdę, szykuję sobie banana oraz bułkę z miodem i nutellą – da się żyć! Tylko okruszki mi się do padów przyklejają :) Na rowerze jeżdżę 2-3 razy w tygodniu, chciałabym więcej, ale Kuba mówi, że jest ok. Więc okej.

BIKE: 15h 38′ i 391 km

A tak naprawdę, to zajebiście tęsknię już za szosą i pomykaniem po Bieszczadach lub moich okolicznych traskach. Zimo wypierdalaj!

Biegaj i ćwicz!

Niestety nie zrobiłam w styczniu żadnych spektakularnych postępów biegowych. Życie. Co niedzielę zaliczam już wprawdzie 2-godzinne wybiegania w tempie prawie pół minuty szybszym niż robiłam to zazwyczaj, bardzo polubiłam również trening z przebieżkami, o! i podbiegi też są spoko. Łącznie wybiegałam 200 km, co również cieszy, niestety pod koniec miesiąca odezwało się pasmo, co trochę ostudziło moje biegowe zapędy i przypomniało zasadę najważniejszą: po pierwsze nie szkodzić! Po torturach u fizjo, wzmożonym rozciąganiu i rolowaniu na szczęście tfu tfu minęło, ale muszę mieć się na baczności i zdecydowanie więcej ćwiczyć profilaktycznie.

16194976_1236302906484372_1101894911440958646_n

To jest bieżnia. A nie jakaś mechaniczna. Po takiej się biega, na takiej się ómiera.

Z nowości biegowych to pojawił się trening 3x2km w tempie na ómarcie. Ołdżiz! BOli! Jak tak teraz patrzę, co ja na tym stadionie biegałam i na jakim tętnie, i na ten obsmarkany rękaw i buty całe mokre od śniegu i kałuż, to myślę, że przeżyłam te 2-kilometrówki tylko dlatego, że musiałam dokończyć to podsumowanie miesiąca :)

RUN: 20h 2′ i 200 km

Ściana wstydu

Był taki jeden tydzień, w którym nie ćwiczyłam nic. Nic, null, zero. Odkładałam na później, a potem zapominałam, byłam śpiąca lub wypadało coś mega najważniejszego. Cały tydzień bez żadnego brzuszka, deski i wykroku. Wstyd. A potem odezwało się wspomniane pasmo i ból w biodrze, przypadek? Teraz już nie odpuszczam! Mimo, iż nie znoszę, to jak widać na przykładzie, żartów z tymi ćwiczeniami nie ma. Po prostu trzeba robić i już.

img_7434

Bieganko po bieszczadzkich stokówkach

RAZEM: 51h 53′ + 4h ćwiczeń

Średnio w tygodniu trenuję 10-11 godzin plus godzinka ćwiczeń. Jeden dzień zawsze jest wolny. Nie są to może wielkie objętości, generalnie w tym temacie to trochę mi się w głowie poprzestawiało, tak wiele, że będzie o tym osobny wpis, ale najważniejsze moim zdaniem, że trenuję spójnie, konsekwentnie i systematycznie. Trenuję triathlon, a nie trzy niezależne od siebie dyscypliny. Od początku października zrealizowałam 100% treningów (zawsze byłam kujonem) (no może oprócz liceum) i to w tej konsekwencji, mam nadzieję, tkwi tajemny klucz do ostatecznego sukcesu w Wielkim Finale Roth.

Który, przypomnę, za 5 miesięcy.

ZA PIĘĆ, AŁŁA, MIESIĘCY!

4 Responses

  1. menaszek

    Bo, popcornu to już w okolicznych sklepach brakło, pazurki obgryzione do skórek, a Ty sugerujesz emocje coraz większe? :-)
    TAK TRZYMAJ !!!

    1. Bo

      W sumie to chyba wolałabym, aby nie było wielkich emocji i żeby wszystko szło nudnie i zgodnie z planem :) Ale ponieważ to życie, to różnie może być… Ale na pewno warto oglądać! :) DZIĘKI!!!

  2. fuyfyvigik

    Pływanie jest podobno przereklamowane, ile zajmuje jeden trening pływacki przy 3xtydz? to daje gdzieś 75 min może trochę więcej jak dla mnie sporo. Dziwi mnie trochę ta proporcja rower-pływanie trochę mało tego bajka a przecież jedziesz po 180km a to nie przelewki gdy się biegnie jeszcze maraton. Ja trenując godzinowo sporo mniej pływania, podobną ilość kilometrów biegowych ale na innych prędkościach więc też sporo mniej czasowo robię priorytet na rower nacisk poprawa ftp i wyszło w styczniu 42 godziny samego trenażera a poprawa ftp w ostatnich 6 tygodniach to 33W. Muszę na sezon mieć ftp na 330W przy 74 kg żebym odrobić to nędzne pływanie -))

    1. Bo

      Nie da się robić każdego tygodnia i miesiąca z podobnym obciążeniem (choć pewnie gdybym trenowała sama, to tak by to wyglądało). Ty też nie będziesz w nieskończoność podwyższać FTP, bo nie taki jest cel treningu pod IM… Styczeń jest jedynie elementem całej układanki, której kompletność i sens będzie można ocenić dopiero 9 lipca. Ufam Trenerowi i wiem, że czemuś taki rozkład obciążeń ma służyć. A intuicja podpowiada mi, że na rowerze to ja jeszcze swoje wyjeżdżę! Trzymam kciuki za Twoje 330W!!!

Zostaw komentarz