Pomożecie?

Słuchajcie Warszawiacy, przyjezdni i okolica. Jest sprawa. Pewnie nie wszyscy wiecie, ale w najbliższą niedzielę blisko 8 tys. ludzi biegać będzie po Warszawie. 30 września odbędzie się 34. Maraton Warszawski. I potrzeba nam kibiców.

Powiecie zapewne, w dupie was mamy. Po lesie sobie biegajcie, biegacze wy &#@&^%$@#$! Nie blokujcie nam ulic, mostów i wiaduktów! Sio za miasto i na wieś! Pozwólcie normalnie – jak każdej niedzieli – dotrzeć nam spokojnie do kościoła, na plac zabaw, nad Wisłę lub chociaż do galerii handlowej. Poza tym – jak zwykle od ponad 30 lat – nikt nas o tym maratonie nie uprzedził. Won!

A ja Wam powiem: kibicujcie! Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo bardzo bardzo możecie nam swym dopingiem pomóc. I sprawić, że wielomiesięczne przygotowania uwieńczymy fantastycznym zwycięstwem. Ba, stać się może nawet coś więcej. Nie nam, ale Wam. Bo widząc nasz trud, wysiłek, ale i ogromną biegową radość oraz wiatr we włosach, sami zechcecie pobiegać. I pobiegniecie. Wiem to.

No. To skoro już Was przekonałam, to teraz konkrety. Jak można?

Po pierwsze primo zapoznajcie się z trasą 34. MW, by wiedzieć gdzie nas znaleźć (oraz ew. dla tych co nas nie lubią – jak ominąć). Jeśli zaś chcecie wiedzieć, o której godzinie w danym miejscu przebiegać będzie osoba celująca w konkretny czas (np. ja – na 3:45) skorzystajcie z tego ustrojstwa. Kibicować można albo wzdłuż trasy, albo na mecie, na płycie Stadionu Narodowego, który 30 września podczas trwania imprezy będzie dla wszystkich otwarty. Weźcie ze sobą dzieci, żony, kochanki, rodzeństwo, dziadków, znajomych i sąsiadów. Zróbcie tłum!

A po drugie primo, w kibicowaniu to już pełna dowolność np.

  • klaszczecie (tak długo, jak tylko się da)
  • wyczytujecie imiona z numerów startowych przypiętych do naszych koszulek i drzecie się się np. „Dawaj Bo! Ale super lecisz”, „Jesteś naaaajlepsza!”
  • a jeśli bez imion, to choć po koszulkach np. „Brawo dla pani w różowym” (jeszcze nie wiem czy będę w różowym czy w czarnym, poinformuję w swoim czasie)
  • specjalne dopingujcie kobiałki – te okrzyki mobilizują nie tylko nas, ale i facetów (zwłaszcza gdy ich wyprzedzamy)
  • na tacy można mieć dla nas kostki cukru, czekoladę, kawałki pomarańczy i nas tym częstować (ale trzeba mieć tego sporo)
  • przybijacie biegaczom piątki i inne żółwiki
  • z boomboxa można też puszczać zapętlone powersongi np. to
  • masz gwizdek? gwiżdź!
  • masz wuwuzelę? dmij!
  • masz bęben? bębnij!
  • masz chorągiewkę? machaj! a kołatką kołocz!
  • na prześcieradle wysprejujcie na ten przykład „Run Bo!” albo jakiś inny transparent z motywującym i śmiesznym hasłem wykombinować można (np. świetny tekst z Cracovia Marathon „Obiad o 12.00”)
  • samicośwymyślcie
Co się będę rozpisywać. Łomot trzeba zrobić. Hałas, radość wielką i entuzjazm, abyśmy zapomnieli o bolących stopach, sztywniejących mięśniach, zmęczeniu i niedajboże ścianie jakiejś nie do pokonania. Wielu z nas spełniać będzie swe marzenie i jednocześnie toczyć ogromną walkę ze słabościami, niemocą, brakiem sił i wiary. Oraz głosem, że nie dam rady. Pomóżcie nam swym dopingiem go zagłuszyć!
I jeszcze jedno. Tak, to oczywiste – przepięknie i szybko biegają ci z początku stawki. Ale to nam, całemu 8-tysięcznemu ogonowi doping jest najpotrzebniejszy. Szczególnie na ostatnich kilometrach. I to dla nas zdzierajcie gardła.

Za co niniejszym bardzo dziękuję prosząc równocześnie o trzymanie kciuków zwłaszcza za taką jedną ;) Najprawdopodobniej w różowym. Lub czarnym.
O mnie

BO. Lub jak mawiają inni Bożena triathlonu. Biegam, pływam, kręcę i kocham góry. A swoje sportowe przygody opisuję tu. Zostań, poczytaj, skomentuj, przynajmniej jest śmiesznie.