Single Blog Title

This is a single blog caption
13 Listopad 2015

Ultra nie tylko dla orłów czyli „Przewodnik po bieganiu ultra”

450 finisherów Biegu Siedmiu Dolin, blisko 400 osób na mecie 70 km i 150 km Łemkowyny, 250 bohaterów na Biegu Granią Tatr i ponad 600 par kończących Rzeźnika – chyba nikt nie ma wątpliwości, że obecnie biegi ultra są – jakby to powiedzieć, aby nikogo nie urazić – coraz bardziej popularne ;) Równie powszechne zresztą jak dyskusje, czy łatwiej złamać trójkę w maratonie czy przebiec (pokonać) sto kilometrów mieszcząc się w limicie czasowym. No mądrale, co łatwiej?

„Przewodnik po bieganiu ultra” – recenzja

Jest w biegach ultra COŚ, co przyciąga… Również mnie. Magia dystansu, samotność, z którą trzeba się mierzyć przez wiele godzin, skłonność do autodestrukcji… Atmosfera biegów, zazwyczaj piękne tereny i góry, społeczność ultrasów czy bliskość z naturą. To wielka i długa podróż przed siebie – ale również (a może i przede wszystkim?) wgłąb siebie. Powiedziała ta, która ukończyła hehe aż trzy ultradystanse… To rzecz dla ludzi o mocnym charakterze, poukładanej głowie i twardej psychice. Czy można się tego nauczyć z książki?

No właśnie. Tego z pewnością nie. Ale inne przydatne rzeczy wyczytać w „Przewodniku po bieganiu ultra” można. Jest to bowiem kompendium wiedzy o tym jak logistycznie, technicznie i treningowo wziąć się za temat ultra. Jaki wybrać dystans na początek, gdzie i jak trenować, w co się ubierać, jak jeść, co pić, jak radzić sobie z urazami i chorobami na trasie oraz czy wypada rzygać (wypada) („puść pawia i w drogę!”) oraz gdzie upatrzeć sobie swój krzaczek. Ponadto znaleźć też można dokładną instrukcję postępowania w dniu startu oraz plany treningowe pod zawody na 50 km, 80-100 km oraz 160 km. Czasem wprawdzie treść „Przewodnika” dotyczy głównie biegów i realiów amerykańskich (np. startowanie z osobistym zającem i supportem, niebezpieczeństwo spotkania grzechotnika na trasie), ale większość zaleceń Hala Koernera może mieć charakter uniwersalny. Wszystkie rady i zalecenia autor okrasza ciekawymi historyjkami z życia ultrasa (mogłoby być tego więcej!), co nadaje im bardziej namacalnego i ludzkiego kształtu.

IMG_6544a

Być może dlatego, że znam sporo ultramaratończyków i niejedną historię od nich usłyszałam oraz kilka książek, opowieści i blogów o ultra też w życiu przeczytałam. Albo dlatego, że sama (również treningowo) biegam w górach i bieganie w terenie nie jest dla mnie czymś nowym i specjalnym. Ponadto zdążyłam już przeżyć zarówno ultrasukcesy (tu), jak i ultrabomby (o tu) (pamiętacie?) Albo zblazowaną już biegową blogerką jestem. Tak więc być może wszystkie te czynniki spowodowały, że książka ta nie jest dla mnie jakoś specjalnie odkrywcza. Nie było efektu „wielkiego wow”, a jedynie zadowolenie z uporządkowania pewnych spraw oraz ich zgrabnego i takiego wdzięcznego opisania. No dobra, może poza wyjątkiem rady, aby w sytuacji zagrożenia ze strony dzikiego zwierza udawać martwą albo ryczeć głośno i robić dziwne gesty. Tego nie wiedziałam :)

W kilku miejscach odniosłam nawet wrażenie, że Koerner pisze o sprawach zbyt podstawowych i oczywistych. A pisze przecież dla kogoś, kto już jakieś doświadczenie w bieganiu ma i raczej nie zamierza startować w japonkach lub do zawodów górskich przygotowywać się na asfalcie. Ale może właśnie – z racji rosnącej popularności biegów ultra i faktu, że przyciągają one sportowców z różnym doświadczeniem biegowym – to trzeba tak ja-sno i wy-raź-nie tłu-ma-czyć? W sumie lepiej coś zalecić na wyrost niż nie powiedzieć o tym wcale…

Moim zdaniem również sporo zaleceń, o których pisze Koerner, to bardzo indywidualna i osobista sprawa. W ultra nie ma prawd objawionych i generalnie wszystko opiera się na indywidualnych preferencjach, wyborach i odczuciach. Oraz zdobytym doświadczeniu. Ktoś woli z nerką, inny zaś z plecakiem biegać. Dla jednego podbiegi lepiej pokonywać żwawym marszem z dłońmi na kolanach, drugi postawi na drobne, ale wciąż biegowe, kroczki pod górę. Ten woli wciągać żele, tamten kabanosy lub papki dla niemowląt. I tak dalej. W zasadzie każdy ultras na bazie swego doświadczenia mógłby taki przewodnik napisać i każdy z tych poradników byłby inny i zapewne byłby poprawny. Tak sądzę. Więc przede wszystkim każde proponowane rozwiązanie trzeba wcześniej sprawdzić na sobie i zobaczyć czy również „u mnie działa”. Bo wcale nie ma pewności czy będzie – to już taka rada ode mnie ;)

Jeśli marzysz więc o swoim pierwszym biegu ultra, a czytając relacje ultramatończyków w głowie kołacze ci się tylko jedno: „ja też tak chcę i kiedyś też tak będę!” Albo masz doświadczenie, ale widzisz, że wiele spraw na trasie nie zgrało i szukasz nowych rozwiązań. Lub może stoisz przed wielkim ultrawyzwaniem, które cię przeraża ze względu na warunki, trasę czy dystans. To naprawdę warto sięgnąć po Przewodnik Koernera. Lektura ta z pewnością rozjaśni wiele spraw organizacyjnych, logistycznych i technicznych oraz pomoże wyeliminować błędy na trasie. Ale też – to chyba oczywiste – książka ta nie nauczy cię biegania ultra. Tak jak nie zrobi tego żaden wykład, opowieść znajomego czy relacja w internecie. Bo ultra poznaje się tylko i wyłącznie na sobie. A prawdziwa lekcja dzieje się na trasie… 

Mam do rozdania jeden egzemplarz „Przewodnika po bieganiu ultra”. Chciałabym, aby książka trafiła do osoby, która właśnie marzy o swoim pierwszym starcie w ultra. W komentarzu tutaj albo na Facebooku wystarczy więc napisać dlaczego ultradebiut? Na odpowiedzi czekam do 17 listopada. Dziękuję. Proszę.

8 Responses

  1. Ivo

    Hej Pani Bo :)
    Ja startuję w Rzeźniku 2016 i to będzie mój debiut. Jaram się jak smerf na smerfetkę, bo mam do zrobienia 80 km, a najdłuższy dystans do tej pory to 21,1 km. Poza tym, dla mnie pierwszą razą będzie również bieg po górach, bo do tej pory to tylko na rozwalcowanej prostej biegałem… no może z małymi wzniesieniami. I Iron Mana też w sobie rozdziewiczam w maju przyszłego roku. Właśnie miałem sięgnąć po jakąś literaturę…. Gdybyś chciała ją przekazać w niedoświadczone ultranogi, to poproszę :) Ale tylko z dedykacją i autografem :) Wtedy przyniesie szczęście, ale jeśli przyda się komuś innemu, to też dobrze :)
    Pozdrawiam Ciebie Pani Bo ;)
    Ivo

  2. Zby.

    Ultra-debiut:
    – BO uwielbiam góry – gór mi mało i trzeba mi więcej…!
    – BO lubię bieganie – a im więcej biegam, tym bardziej lubię,
    – BO ultra-ludzie są fajni i prawdziwi – a ja lubię być wśród takich,
    – BO mam plan na to by trening biegowy był dla mnie ścieżką życia i doskonalenia siebie – taki plan,
    – BO ja odpoczywam męcząc się fizycznie – mam tak od… dawna,
    – BO ile można biegać po płaskim? – Ziemia nie jest płaska!

    Tyle na szybko w temacie od Zby. :)

  3. Justyna

    Osoba, która marzy o swoim pierwszym starcie w ultra? Przecież to definicja mnie! :)
    A skąd takie celo-marzenie? Mieszkam na Suwalszczyźnie, ba!, w samej jej stolicy. W związku z tym bieganie w lesie, w trawie, błocie, w chmarze komarów, czy towarzystwie wszystkich bestii, które szurają się w krzaczorach mam w zasięgu ręki. Wystarczy chwila by znaleźć się za miastem i wczuć się w rytm przyrody, biec i chłonąć widoki i zapachy… właśnie w takich momentach czuję, że jestem harmonijną całością. Nieśmiałe marzenia o ultra pobudzała też miłość, którą pałam do gór… ale w październiku przeżyłam coś, co każdego dnia powoduje, że serce mi podskakuje i wiem, że ja też chcę biegać ultradystanse. Byłam wolontariuszem na Łemkowynie (miałam nadzieję Cię tam spotkać i przybić pąpiątkę, ale ganianie z oznaczeniami trasy było dość czasochłonne :P). To było niesamowite przeżycie! Mimo, że to nie ja biegłam całą sobą przeżywałam ten bieg. Od weryfikowania zawodników w biurze, przez nalewniae herbaty na punkcie odżywczym, po wręczanie medali kiedy cali w błocie i szczęściu dobiegali na metę – to były takie emocje, jakby wszyscy byli moimi bliskimi. I poczułam z całą pewnością, że ja też chcę pokonac swoje słabości, sponiewierać się na trasie w takich okolicznościach i biegać ultra. No, a taki przewodnik to by się strasznie przydał, na dobry początek :)
    także ten, dziękuję za uwagę, polecam się :)

  4. Igthorn

    Ultra już „biegłem”… dwa lata temu Rzeźnika… ale od pół roku nie biegam nic… przytyłem na ponad 100kg… przedwczoraj zzostałem zapisany na Rzeźnika 2016 bo podobno mamy rachunki do wyrównania. Na dzień dzisiejszybędzie to dla mnie tak jak by nowy debiut. Zresestowalem się… chyba… chociaż dalej jakoś nie czuję tego czegoś żeby ubrać buty i „” lecieć”” w teren… Pomożesz???

  5. Agnieszka

    Mam za sobą trzy lata biegania … dwa maratony, kilka półmaratonów i masę innych startów na różne dystanse. A przed sobą Bieg Rzeźnika. Ultramaraton z kimś – kto uczył mnie podstaw biegania. Bo nie wystarczy przebierać nogą za nogą by biegać. To ona przeprowadziła mnie przez pierwszy maraton, dzięki niej nie zaliczyłam „ściany” podczas ponad 42-kilometrowej trasy. I teraz chcę się odwdzięczyć. Przebiec 77 km, w pięknej scenerii, ze wspaniałym kompanem. Spełnić marzenia i ze łzami w oczach wbiec na mecie (w limicie czasowym oczywiście).

  6. Julia

    Jestem jedną z tych osób, która potrafi przystać na środku chodnika, bo zobaczyła święcącego robaczka, motylka, która rozmarza się na widok wielbarwnego liścia, kolorowej poświaty słońca. Ultra czy górskie biegi byłyby dla mnie, bo w bieganiu lubię być sama ze sobą, z przyrodą. Zresztą w 99% trenuję i biegam sama… Ale nie chcę książki, nie. ;) Przede mną długa droga do ultra, o ile w ogóle kiedyś się zdecyduję. Za wcześnie, zdecydowanie za wcześnie. Poza tym będę się teraz przygotowywać do pierwszego maratonu i już ta ilość kilometrów, jakie muszę przemierzyć na treningu, zdecydowanie wystarcza mi na samotność, a do ultra trzeba więcej, trzeba skierować swoje kroki do lasu, w górki, na pagórki, a ja się boję bez kompana sama tak po bezdrożach i pustkowiach biegać… Także podziwiam ultrasów, zazdroszczę przepięknych, malowniczych tras, lecz na ten moment to zdecydowanie nie dla mnie. :) W tym roku planuję jednak wziać udział w biegu trailowym po starokopalnianych terenach… O ile czasowo nie pokrzyżuje się to z wyjazdem urlopowym, to pobiegnę 14 lub 30k. :)

  7. Agnieszka

    Dlaczego ultradebiut? Nie wiem dlaczego, wiem kiedy -ŁUT70 w 2016. (Przygotowania trwają od roku)
    PS
    A jeżeli można głosować , to książkę powinna dostać Justyna , która była wolontariuszem na Łemkowynie- czym byłyby biegi ultra bez wolontariuszy ?

    1. Justyna

      Dziękuję, Agnieszka :) Na ŁUT 2016 też zamierzam nim być więc może uda nam się odszukać na miejscu, z przyjemnością wręczę Ci medal na mecie siedemdziesiątki! :)

Zostaw komentarz