Single Blog Title

This is a single blog caption
25 Czerwiec 2012

Prezent dla biegacza – lato

Uwaga! To będzie wpis mądrzalski. Wykorzystujący moje ogromne (wdech) 11-miesięczne (wydech) doświadczenie biegacza, startowe obserwacje i podsłuchy oraz lektury mądrych czasopism i wszystkich innych internetów. Wszystko dlatego, że zauważyłam, że sporo ktosiów trafia tu właśnie w poszukiwaniu prezentu dla biegacza.

A więc drodzy partnerzy, kochankowie, małżonkowie, potomkowie i znajomi biegaczy, którzy chcecie obdarować swych misiów pysiów prezentem biegowym. Niestety lato nie sprzyja wypasionym zakupom. Bo w lecie to biegacz najlepiej nie miałby na sobie nic. Może za wyjątkiem butów, aczkolwiek znam i takich co i bez butów bardzo chętnie… (mryg do wiadomokogo).

Wszystko zależy od tego czy obiekt będący podmiotem obdarowywania jest początkującym czy zaawansowanym biegaczem. Jeśli początkujący, a na dodatek kobiałka – to sprawa skomplikowana nie jest. Gorzej z wyjadaczami, którzy wszystko mają i wszystko wiedzą. Ale na nich też jest sposób.

Zacznijmy od początkujących. Na lato przydać się mogą fajne, techniczne i oddychające ciuszki. Koszulki najlepiej na ramiączkach. Dla płci pięknej ostrożnie z kusymi spodenkami i spódniczkami biegowymi (tak, też takie są), nie każda pani je lubi (kompleksy!) – rozwiązaniem mogą być rajtki lekko za kolano (koniecznie cienkie, ja mam i lubię Asics). Butów lepiej nie prezentować – w galaktyce dostępnych modeli dostosowanych do typu stopy, nawierzchni, techniki biegu i bógwieczegojeszcze połapać się może jedynie sam zainteresowany, nie uszczęśliwiajmy go na siłę. Skarpetki, uniwersalny prezent gwiazdkowy, sprawdzą się jednak idealnie. Najlepiej zorientować się czy osoba obdarowywana woli stópki czy coś wyższego, za kostkę. Podkolanówki kompresyjne to już wyższa szkoła jazdy – CEP, Compressport zadowolą nawet najbardziej zblazowanego biegacza (tu trzeba się jednak podkraść nocą by delikwentowi zmierzyć obwód łydki bo wg niego dobierany jest rozmiar takich podkolanówek), choć może być też taniej i bez znajomości wymiarów (np. Nike, New Balance). Jeśli czapeczka – to koniecznie cieniutka, oddychająca. Na lato przyda się też pas z bidonem (zwany również nerką) – dla facetów może być z dwoma bidonami (niech dźwigają i się męczą), dla kobiałki zdecydowanie na jedną butlę. Skoro już mowa o dźwiganiu, to kobietom hojnie obdarowanym przez naturę sprezentować można też dobry biustonosz (np. Shock Absorber). Tu jednak również zalecana jest ostrożność: indywidualne preferencje oraz przede wszystkim znajomość rozmiaru (spróbuj kobietę spytać o wymiary!) muszą być priorytetowe.

Jeśli św. Mikołaj dysponuje większym budżetem, a obdarowywany nie posiada jeszcze zegarka biegowego – to pojawia się sporo możliwości do szaleństwa. Najlepiej wybrać taki z GPS i pulsometrem. Firmy? W kolejności od najlepszej: Garmin, Suunto, Polar. Są też tańsze ustrojstwa kompatybilne z butkami takie jak Nike+ czy adidasowy myCoach – wydaje mi się jednak, że nic nie zastąpi dobrego zegarka z pulsometrem. Zwłaszcza jak człek biega już ciut więcej. No i oczywiście coś do muzy. Ja obdarowana zostałam iPodem shuffle i dziś totalnie nie wyobrażam sobie samotnego treningu bez mojego niebieskiego spinacza. Choć niektórych biegaczy z pewnością uszczęśliwią już same niewypadające z uchów słuchawki, polecam więc uwadze również ten temat.

Ciekawym prezentem może być (oprócz biegowych książek) prenumerata któregoś ze specjalistycznych czasopism: „Bieganie” (dla tych co już coś truchtają) lub „Runner’s World” (dla tych co planują, marzą lub dopiero zaczynają). Dla początkujących i zagubionych w biegowym świecie zaproponowałabym również indywidualny, dostosowany do zaawansowania sportowego i trybu życia plan treningowy. Albo obóz biegowy na wakacje. Ofert jest cała masa, ale że osobiście nie sprawdzałam, nie znam się i nie mądrzę – trudno polecić mi coś konkretnego. Niech doradzi wujek Google.

A co dla biegowych wyjadaczy na lato? Z reguły jeśli w rodzinie jest takowy, to jego bliscy wiedzą o co w tym wszystkim kamon i choć trochę znają jego potrzeby i wymagania. Jeśli jednak jakimś cudem nie – to poleciłabym albo bon podarunkowy do któregoś z biegowych sklepów (osobiście sprawdziłam i polecam Runexpert, Sklepbiegacza, Ergo i Run4fun), albo pakiet startowy na jakiś zagraniczny maraton lub inny kultowy bieg (na niektóre trzeba się zgłaszać wcześniej, więc będzie połowa niespodzianki). Wytrawny biegacz z pewnością nie pogardzi też pakietem masaży lub innych zabiegów regeneracyjno-fizjoterapeutycznych. Bon na badania wydolnościowe, jakaś droga odżywka wzmacniająca stawy, roczny zapas żeli lub izotoników, dedykowana półka na puchary lub skrzynia na medale? Nie pogardziłabym, nie pogardziła… A jak już nic innego nie przychodzi do głowy… zawsze zostają jeszcze te skarpetki. 

Jakieś inne prezentowe sugestie? Być może to Twój bliski wygoogla ten wpis :)