Single Blog Title

This is a single blog caption
24 Maj 2017

Jaknoga 02e04

Najchętniej to bym nic nie pisała. Tylko zwinęła się w kłębek, przykryła kocem, włączyła Sigur Ros i na dobre zamknęła w sobie. Najlepiej na zawsze. Ale. Skoro już tak rozdmuchałam sprawę tego Challenge Roth, o lajki żebrałam, sprawozdaniami co miesiąc zamęczałam, a z mojego ajronmeńskiego debiutu zrobiłam wydarzenie ważniejsze od wystrzelenia Łajki w kosmos, to czuję się tak trochę w obowiązku opowiedzieć Wam coś więcej. Więcej czyli tyle, że za wiele to już z tego nie będzie…

Niestety kontuzja, która wydawałaby się być niezbyt groźna, wcale takową nie jest i od półtora miesiąca nie pozwala mi biegać. Co więcej, nie wiedzieć po co, czemu i skąd, pojawił się nowy stary ból w piszczeli, który raczej nie ułatwia sprawy. Złamania nie ma, spox, ale przeciążenie jest na tyle upierdliwie i oporne na rożne zabiegi, że pozbawia mnie wszelkich złudzeń.

Chyba nikogo nie interesuje specjalnie opis mojego przypadku, co mnie boli, gdzie, kiedy i jak bardzo. Nie będę więc zanudzać, bo ileż można. Najważniejsze, że diagnoza jest, działania naprawcze są, ćwiczenia i profesjonalna opieka również (dziękuję drBest). Jedyne czego nie ma to czasu, a Challenge Roth już przecież 9 lipca…

bywalo_lepiej1

Przeszła mi faza lamentu i płaczu, minął etap buntu, że koniec z tym triathlonem. Oraz rezygnacji. Już gorączkowo nie szukam rozwiązań i nie miotam się od ściany do ściany. Mogę jeździć na rowerze i pływać (alleluja!) i na tym, oraz na rehabilitacji, skupiam się teraz najbardziej. Jest spokój, opanowanie i pogodzenie się z losem :) Widocznie tak miało być.

Co więc będzie dalej Bo? W Sierakowie, gdzie zapisana jestem na dystans 1/2 IM robię tylko etap pływacki i rowerowy. Potem mam kolejne zastrzyki i odbieram od podologa przygotowane dla mnie specjalistyczne wkładki do butów biegowych (oczywiście różowe). Równolegle ćwiczę, wzmacniam, rozciągam, masuję i chłodzę – biegać powinnam już naprawdę niebawem. Jeżdżę na rowerze i pływam, starając się w tych dyscyplinach zbudować jak największą wydolność i wytrzymałość. Słucham się Trenera i Fizjoterapeuty. I wreszcie 9 lipca, z naprawioną już nogą, płynę i jadę na miarę swych możliwości, a etap biegowy robię gallowayem… Na świeżości :) I staram się cieszyć z każdej minuty spędzonej na tej legendarnej trasie oraz żadnego kibica nie zostawiam bez przybitej piątki.

Nie będzie to ajronmeński debiut z pierdolnięciem, taki jak sobie wymyśliłam i zaplanowałam. Z walką o dobry wynik, ze łzami, z dajesz kurwa Bo i cierpieniem na trasie. No trudno. Trochę tak dziwnie, bo przecież ja zawsze muszę na 100% i do każdego startu podchodzę bardzo ambitnie i na serio. I wbrew pozorom, decyzja o tym, aby jednak wystartować, a nie odpuścić te zawody, była jedną z trudniejszych… Została jednak podjęta. Cel więc jest teraz jeden: naprawić nogę i bez #OZD uczynić te zawody najbardziej pojechanymi w kosmos. No fucking way, tak będzie.

16 Responses

  1. A ja od półtora miesiąca walczę ze sobą: pisać? pytać? Czy lepiej nie, BO mnie zabije załącznikiem albo coś…

    PS Rekord świata w maratonie gallowayem to, o ile dobrze pamiętam, 2:28, tak więc…

  2. Maciek

    I na tej świeżości w Roth pobiegniesz jak łania przez łąki łan!
    Brawo, za decyzję o starcie mimo wszystko. Będzie Pani zadowolona.

  3. Emil

    Wsparcie 1.000.000 ! Galloway całkiem spoko- podobno na trasie w punktach regeneracyjnych jest piwo… to się mniej rozleje ;)

    1. Bo

      Same plusy! Poza tym, zawsze żałuję, że nie korzystam ze wszystkich dobrodziejstw punktów odżywczych, bo ciągle tylko gnam i gnam. Teraz najem się i opiję po uszy! Dzięki!

  4. michał

    Cóż, to będziecie debiut przez duże d! Jak to zrobisz to naprawdę będziesz z żelaza. Wynik, wygrana itp to napewno COŚ, ale mało osób pamięta, kto wygrał 10 lat temu. W tym roku w imprezach mistrzowskich pewnie kilku zwycięzców wymienimy. Ale wszyscy pamiętamy pewna walkę z sobą i pomoc brata na ostatnich metrach (już nawet nie pamiętam gdzie ;) pamiętamy tez jak w tym roku dźwigał rower. Pamiętam też, na naszym podwórku, pewnego zawodnika z czołówki który pisał jak chciał w zeszłym roku po defekcie zrezygnować, ale postanowił dokończyć. Mam w oczach „banana” Dowbora sprzed tygodnia. Walcz. I czy ukończysz czy nie, niezależnie jaki będzie wynik, walcz…i potem opisz :) zawsze będziesz mogła te życiowke poprawić

  5. Didimos

    Taki niestety jest sport. A im bliżej tego sportu wyczynowego tym większe ryzyko kontuzji. Ja od roku chodzę po lekarzach i tyję. Całe szczęście przy okazji z konieczności polubiłem pływanie :) Na dzień dzisiejszy nadal nie wiem co mi jest, kolano boli, ale podobno jest zdrowe, więc można powoli wracać do biegania. Życzę powodzenia i oby się plan na Roth udało zrealizować w takiej formie, bez dalszych komplikacji. Czasem jak w Gdyni patrzę na tych wszystkich Ironów i Ironki to myślę, że jak na taką wspaniałą imprezę to oni za bardzo się spieszą :-) I tak sobie myślę, że gdybym był w stanie wystartować, to bym tak jakoś bardziej na spokojnie chłonął tę atmosferę. Także biegnij Gallowayem i potem wszystko nam tu ładnie opisz, a my się będziemy zachwycać…

  6. m

    zacytuję DIDIMOS „a my się będziemy zachwycać”
    bo ja BO w zachwycie nad Twymi poczynaniami jestem niestrudzony :-)
    a start będziesz miała udany, sama wiesz :-)
    i nawet pospacerujesz chwilkę coby dać szansę tym z obrośniętą włosiem klatą,
    co tylko świadczy o Twoim dobrym serduszku :-)
    kciuki trzymam nieustająco,
    pozdrawiam
    i obiecuję nie pisać więcej komentarzy :-)

  7. Pingback : Run! Bo! » Swimbike Sieraków 2017

  8. Pingback : Run! Bo! » Wielki finał Roth – miesiąc wcześniej

  9. Pingback : Run! Bo! » Challenge Roth – jestem ironwomanem!

Zostaw komentarz